czwartek, 20 lutego 2014

MIESZKANIEC: Tramawaj dla Saskiej Kępy i Gocławia

Rada Osiedla Gocław zbiera od kilku tygodni podpisy pod inicjatywą budowy linii tramwajowej łączącej Gocław z centrum Warszawy. Samorządowcy z prywatnych funduszy sfinansowali druk 10 tys. ulotek, uruchomili specjalny profil na Facebooku, wyłożyli listy i rozwiesili plakaty w punktach usługowych, restauracjach, sklepach. W akcję zaangażowały się też spółdzielnie mieszkaniowe.
Pomysł pojawił się już w latach 70. Potem sprawa przycichła, ale co jakiś czas wracała, ostatnio w 2007 r., ale znowu została odłożona do lamusa w związku z protestami części mieszkańców, którzy obawiali się hałasu pod swoimi oknami, utraty miejsc parkingowych itp. Tymczasem Gocław się rozrastał, przybywało ludzi i samochodów, i w rezultacie podróż stąd do centrum stawała się coraz dłuższa i bardziej uciążliwa. Dzisiaj w godzinach szczytu to istny koszmar. Autobusy, podobnie jak samochody prywatne, utykają w ogromnych korkach. Wąskim gardłem jest jednopasmowa ul. Bora-Komorowskiego, stanowiąca główny ciąg komunikacyjny w tym kierunku. Przy czym paradoksem, na który mieszkańcy Gocławia często zwracają uwagę, jest to, że ulice boczne, wewnątrz osiedla, są dwupasmowe. Skutecznym remedium na te kłopoty – a będą się one jeszcze pogłębiać, bo planowana jest budowa 7 tys. mieszkań, czyli obecnym 60-70 tys. mieszkańcom przybędzie około 15 tys. sąsiadów – byłoby metro. Tyle że to pieśń przyszłości. Najwcześniej dotrze tu w 2030 r. W dodatku będzie kosztować około 4,5 mld zł. Natomiast tramwaj mógłby tu dojechać już za 5 lat, za 200–250 mln zł. W dodatku jest szansa, by projekt ten uzyskał 85-procentowe dofinansowanie z nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2014–2020, władze miasta muszą jednak odpowiednio wcześnie zgłosić taki wniosek. Podczas zorganizowanego przez Radę Osiedla spotkania informacyjnego na ten temat przedstawione zostały szczegółowo różne warianty przebiegu trasy tramwajowej, na czele z rekomendowanym przez Biuro Drogownictwa Urzędu m.st. Warszawy i popieranym przez samorządowców, mianowicie – od Al. Waszyngtona , dalej wzdłuż ogródków działkowych wiaduktem nad Al. Stanów Zjednoczonych, do ul. Bora-Komorowskiego, wzdłuż niej do obecnej pętli autobusowej na Gocławiu. Zatem – wbrew wciąż kursującym, fałszywym bądź przestarzałym informacjom – tramwaj nie będzie przejeżdżał „tuż pod oknami”, jak niektórzy się obawiają. Mieszkańcy Międzynarodowej czy Afrykańskiej mogą spać spokojnie. Byłaby to też swoista obwodnica Saskiej Kępy i jej mieszkańcy także by na tym skorzystali, dzięki zmniejszeniu ruchu aut z Gocławia oraz dodatkowej komunikacji. Przy okazji zostałaby poszerzona ul. Bora-Komorowskiego. Nie mam wątpliwości, że jest to słuszna inicjatywa. Nareszcie ktoś pomyślał konkretnie, zamiast fantazjować na temat metra, które nie wiadomo, kiedy powstanie. Zresztą w wielu miastach zachodniej Europy, m.in. Strasburgu, gdzie bywam jako delegat do Rady Europy, komunikacja miejska oparta jest na tramwajach. Dzięki nowoczesnym technologiom nie powodują one praktycznie drgań i hałasu, są szybkie i komfortowe – jeżdżą równie sprawnie jak metro. Podobnie myśli burmistrz Pragi-Południe, Tomasz Kucharski, który jest pełen uznania dla organizatorów tej akcji i w pełni ją popiera. Niestety, ratusz ma obiekcje i waha się z decyzją – inne dzielnice też ubiegają się o linie tramwajowe. Rada Osiedla zamierza do końca lutego przekazać pani prezydent zebrane podpisy, żeby przekonać ją, jak duże jest poparcie dla tej inwestycji. Można je składać m.in. na Facebooku: www.facebook.com/tramwajnagocław, a także w moim biurze przy ul. Grochowskiej 302.
Zdecydowanie zachęcam do popierania tej koncepcji!

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

czwartek, 6 lutego 2014

MIESZKANIEC: Park niezgody

Rozgorzał na nowo spór o przyszłość Parku Skaryszewskiego, drugiego pod względem wielkości parku Warszawy, wpisanego do rejestru zabytków stolicy. Miłośnicy parku alarmują, że choć jego rewaloryzacja jeszcze się nie zaczęła – i nie wiadomo, czy i kiedy się zacznie, bo nie ma na nią pieniędzy – wycięto niedawno 43 drzewa. Zgłaszają też szereg wątpliwości i zastrzeżeń wobec planowanych zmian, które – ich zdaniem – zniszczą naturalne piękno parku. O tym, jak bardzo napięta i pełna podejrzliwości jest atmosfera wokół tego problemu mogłem przekonać się podczas spotkania mieszkańców z urzędnikami i projektantami, które odbyło się w styczniu z inicjatywy warszawskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.
Projekt rewaloryzacji został wykonany w 2009 r. i wymaga pewnej aktualizacji, ale główne jego założenia pozostaną. Chodzi przede wszystkim, jak wyjaśniali autorzy, o odtworzenie pierwotnej kompozycji parku, zgodnej z zamysłem Franciszka Szaniora, który założył park ponad 100 lat temu. Od tego czasu ta kompozycja uległa deformacji, a park żyjąc własnym życiem zatracił swe wartości kulturowe i historyczne. Planuje się przywrócić dawny układ alejek i rodzaj ich nawierzchni (asfalt
i odpowiednio dobrane mieszanki żwiru), posadzić rosnące tu kiedyś rośliny, a także nowe drzewa w miejscu tych, które zostały wycięte, bo były chore i zagrażały bezpieczeństwu spacerowiczów. Zrekonstruowane będą ogrody: daliowy i różany, pojawią się stylowe latarnie, kosze na śmieci, ławki oraz nowe toalety. Oprócz wszystkich alejek i placów, podświetlone zostaną rzeźby, pomniki, miejsca pamięci, mostki, przystanie i cenne kolekcje roślin. Przewiduje się modernizację mostków, groty z kaskadą, konserwację stawów, urządzenie nowego placu zabaw i remont istniejącego, stworzenie trawiastych plaż nad Jeziorkiem Kamionkowskim, budowę przystani, uruchomienie wypożyczalni sprzętu wodnego. Wzdłuż ulic Waszyngtona oraz Zielenieckiej mają być stworzone tzw. ostoje przyrody, czyli miejsca przeznaczone dla zwierząt. W planach jest też odtworzenie ogrodzenia wraz z trzema bramami i pięcioma furtkami. Jest to zatem ogromne i ambitne przedsięwzięcie, którego koszt szacuje się na kilkadziesiąt milionów złotych (bliżej 100 niż 50). Wiceburmistrz Pragi-Południe, Robert Kempa mówił, że pieniądze na pewno się znajdą, bo Park Skaryszewski wpisany jest do programu rewitalizacji miasta na lata 2014–2020. Z sali padały jednak pytania: Po co tak duży remont? Komu jest potrzebny? Czy musimy poprawiać park, który jest piękny? Mówiono też, że brak ogrodzenia się sprawdza i również jest pewną wartością oraz że nie należy się sztywno trzymać historycznych planów. Na pytanie, czy park powinien zostać dokładnie taki, jaki jest teraz, ręce podniosło około 30–40% zebranych. Jak z tego wynika, potrzebne są konsultacje społeczne w sprawie zmian w „Skaryszaku”. Zarząd Oczyszczania Miasta, który opiekuje się parkiem, zadeklarował, że zrobi je, „jeśli dostanie fundusze”, w ostatnich latach były pilniejsze potrzeby. Po co więc w ogóle zorganizowano to spotkanie? – zastanawiali się uczestnicy. W związku z tym zaproponowałem inny sposób podejścia do projektu rewaloryzacji. Mianowicie, rozpisanie wśród użytkowników parku ankiety, na podstawie której z całego katalogu zadań do wykonania wybrano by te najpilniejsze i po kolei, stopniowo je realizowano. Dzięki temu zamiast kilkudziesięciu milionów złotych wystarczyłoby na początek kilkaset tysięcy, czy też jeden milion, a okoliczni mieszkańcy i miłośnicy parku przekonaliby się, że nic nie dzieje się za ich plecami i – być może – z większym zaufaniem podchodzili do urzędniczych poczynań i zapewnień, że park nie utraci swych walorów, przeciwnie – będzie tu lepiej, ładniej i bezpieczniej, i ani przyroda, ani ludzie nie ucierpią.

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

piątek, 31 stycznia 2014

ECHO TARGÓWKA: Ogrody działkowe bezpieczne


Pod koniec zeszłego roku Senat przyjął ważną dla warszawiaków ustawę - dotyczącą ogrodów działkowych. O działki od dawna toczył się bój. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2012 r., który zakwestionował wiele przepisów dotychczasowej ustawy, dając czas na ich zmianę do końca stycznia 2014 r., w Sejmie pojawiło się kilka projektów ustaw. Partie deklarowały, że nie dadzą skrzywdzić działkowców (w końcu to kilka milionów głosów!), ale mało brakowało, by - jak w bajce I. Krasickiego - "wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły". Czas uciekał, trwały wzajemne przepychanki, a ustawy wciąż nie było. Dobrze, że działkowcy opracowali własny projekt, który w końcu stał się podstawą przyjętej ustawy. Senat wprowadził do niej drobne poprawki.
Zgodnie z nowymi przepisami, Polski Związek Działkowców utracił monopol na zarządzanie działkami, co kwestionował TK. Ponadto, gminy zostały zobowiązane do tworzenia i utrzymywania odpowiedniej infrastruktury ogrodów, w tym doprowadzenia do nich dróg dojazdowych, energii elektrycznej i wody, uwzględnienia ich w organizacji komunikacji publicznej oraz rekultywacji i meliorowania gruntów. W razie likwidacji ogrodów działkowcom przysługuje odszkodowanie za majątek, nasadzenia (w szczególnych przypadkach także za przewidywane plony) oraz prawa do działki, gmina zaś będzie musiała odtworzyć zlikwidowane ogrody wraz z wszystkimi urządzeniami i budynkami w innym miejscu. Dobrze, że wycofano się z pomysłu ich uwłaszczenia, obawiam się bowiem, że doprowadziłoby to w szybkim tempie do przejmowania ogrodów działkowych przez deweloperów. Jeśli likwidacja następuje nie na cel publiczny, lecz z powodu niezgodności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, (możliwe jest to tylko wtedy, gdy grunty były użytkowane nieodpłatnie) potrzebna jest dodatkowo zgoda działkowców.
Zatem działkowcy mogą wreszcie czuć się bezpieczni. Dobrze, że wycofano się z pomysłu ich uwłaszczenia, obawiam się bowiem, że doprowadziłoby to w szybkim tempie do przejmowania ogrodów działkowych przez deweloperów. W nowej sytuacji prawnej mam nadzieję, że przypadki likwidacji ogrodów będą, przynajmniej w Warszawie, wyjątkiem. Wystarczy, by radni - tak jak swego czasu obiecywali - zadbali o to, by w planach zagospodarowania przestrzennego stolicy zaznaczyć, że na terenie obecnych działek przewiduje się "tereny zielone urządzone". 

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.gazetaecho.pl

czwartek, 23 stycznia 2014

MIESZKANIEC: Czy Warszawa jest kaleka?

W czerwcu minie 25 lat od wyborów 1989 roku. Z tej okazji „Gazeta Stołeczna” ogłosiła plebiscyt, który ma wyłonić w drodze głosowania 10 osób oraz 10 wydarzeńnajważniejszych dla miasta i regionu w okresie 1989-2014. Organizatorzy przedstawili własne kandydatury w obu kategoriach oraz wyznaczyli czytelnikom termin na zgłaszanie innychpropozycji, z których powstanie ostateczna lista. Zainteresowała mnie zwłaszcza lista wydarzeń. Są na niej różne ciekawe rzeczy. Mamy otwarcie metra, które nastąpiło w 1995 r. Mamy MuzeumPowstania Warszawskiego, dalej – Muzeum Historii Żydów Polskich, otwarte w centrum dawnej dzielnicy żydowskiej na Muranowie, w kwietniu tego roku. Mamy Centrum Nauki Kopernik i oczywiście – Stadion Narodowy zbudowany na miejscu Stadionu Dziesięciolecia. Są też wydarzenie mniej spektakularne, ale ważne pośrednio lub bezpośrednio dla wielu warszawiaków lub ich spadkobierców, mianowicie rozpoczęcie zwrotów majątków z dekretu Bieruta. Oddawanie znacjonalizowanych nieruchomości zapoczątkował jako prezydent Marcin Święcicki w 1995 r., traktując to jako akt sprawiedliwości, nie mogąc doczekać się na odpowiednią ustawę. Ponadto zwrócono uwagę na to, że Warszawa zmieniła się z przemysłowej na biurową. Zniknęły wielkie zakłady przemysłowe, natomiast powierzchnia biur przekroczyła już 4 mln m kw. Pojawiła się także nowa panorama Warszawy z szeregiem nowych wysokościowców. Na liście najważniejszych wydarzeń znalazła się również Parada Równości, coroczna manifestacja przeciwko homofobii i dyskryminowaniu mniejszości seksualnych. W 2010 roku w Warszawie odbyła się nawet paneuropejska parada Europride. No dobrze, ale po co ja o tym właściwie piszę, skoro można to przeczytać gdzie indziej? Otóż dlatego, że z listy tej wyłania się bardzo specyficzny obraz Warszawy. Jest to Warszawa kaleka, pozbawiona Prawego Brzegu. A przecież mieszka na nim pół miliona ludzi! Czy w ciągu ostatnich 25 lat nie wydarzyło się tu nic godnego uwagi, upamiętnienia? Nie było żadnych dokonań, sukcesów? Otóż, niestety, nie było. Nie mylą się dziennikarze „Stołecznej”. Powiektoś, że przecież Stadion Narodowy jest na Pradze, ale czy ma to dla Pragi jakieś znaczenie? Lista trafnie pokazuje, jaka była w ciągu ostatniego ćwierćwiecza polityka kolejnych władz stolicy wobec prawobrzeżnej Warszawy. Traktowano ją po macoszemu. Wszystko, co ważne i atrakcyjne,działo się na Lewym Brzegu. Jedyne pozytywne wydarzenia, o których gwoli sprawiedliwości należałoby wspomnieć, to wybudowanie 400 mieszkań komunalnych, co stanowi znaczący przyrost, ponieważ za poprzednich władz nie zbudowano nic. Tu i ówdzie wyremontowano też kilka kamienic, w tym sztandarową na rogu Ząbkowskiej i Targowej. Przynajmniej wycieczki mają co podziwiać. Oczywiście, budowana jest II linia metra, ale tę zaliczymy dopiero do późniejszych sukcesów. W sumie nic nie kwalifikuje się do najważniejszych wydarzeń 25-lecia wolności i w ogóle trzeba dużego samozaparcia, by cokolwiek wskazać. Przepraszam, naprawianie niesprawiedliwości, spowodowanych dekretem Bieruta, jak najbardziej dotyczy Pragi – tyle, że gdy zwraca się kamienice zamieszkałe przez lokatorów, stare niesprawiedliwości zastępuje się nowymi. W tym roku czekają nas wybory samorządowe. Od tego, jakich kandydatów wybierzemy zależy, czy prawobrzeżna Warszawa będzie nadal pomijana w inwestycjach, traktowana po macoszemu i czy w rezultacieobraz Warszawy będzie nadal kaleki, czy też zostanie ona wreszcie mocno osadzona na obu, jednakowo docenianych i bliskich włodarzom miasta brzegach. Lewy brzeg także na tym skorzysta.


Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

czwartek, 9 stycznia 2014

MIESZKANIEC: Więcej niż muzeum

Rozstrzygnięto wreszcie konkurs na urządzenie Muzeum Warszawskiej Pragi, które będzie miało swoją siedzibę przy ul. Targowej 50/52, obok Bazaru Różyckiego. Było to już trzecie podejście, gdyż wcześniej żadna ze zgłoszonych prac nie zyskała uznania jury.
W konkursie udział wzięło 12 pracowni: z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, a także Paryża i Brukseli, ale ostatecznie 8 przedstawiło swoje projekty. Wygrał zespół 137 Kilo Architekci w składzie Agata Nowak, Jan Sukiennik, Bartłomiej Popiela i Charlie Koolhaas. Pierwszą nagrodę przyznano jednomyślnie za najbardziej nowatorski scenariusz oraz twórczą definicję roli instytucji muzeum. Doceniono też świeżą formę i estetykę zaproponowanej przestrzeni. Inny członek jury zwrócił uwagę, że zwycięska praca jest w swoim języku i w sposobie wyrazu praska, ludzka, nienapięta oraz zawiera bardzo nośne i silne elementy lokalne. Autorzy, młodzi ludzie nie mający bynajmniej praskich, a nawet – z jednym wyjątkiem – warszawskich korzeni, ale najwidoczniej przesiąknięci praskim klimatem, podkreślali, że bardziej chcieli stworzyć dom kultury niż typowe muzeum. Ma to być miejsce spotkań, placówka, którą sami mieszkańcy będą współtworzyć i rozwijać. Myślę, że każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Strefa wejściowa ma kojarzyć się z domowym salonem – będą w niej meble z różnych epok, kanapy, dywany, a część ścian pokryje tapeta. Dalej, naniesiona na podłogę sali „oś czasu” będzie wprowadzała w historię dzielnicy.
Zaprezentowane zostaną tu ważne dokumenty, ilustracje, zdjęcia i filmy, będzie ogromna interaktywna makieta Pragi z końca XVIII wieku, a także ekrany z relacją na żywo z wybranych miejsc za pośrednictwem kamer internetowych. Czyli połączenie wczoraj i dziś. Na pierwszym piętrze obejrzymy „targ praski” z dalszym ciągiem historii, każda bazarowa „szczęka” będzie bowiem opowieścią o konkretnym miejscu, przestrzeni lub budynku na Pradze. Znajdzie się tu także,
w sali obok, galeria tymczasowa z dziełami współczesnych artystów, zarówno praskich, jak i z innych miast i krajów. Na drugim piętrze zaprojektowano artystyczną klubokawiarnię poświęconą
teraźniejszości i przyszłości Pragi. Ściany będą tu ozdobione ulicznym graffiti, a na posadzce odwzorowana zostanie mapa prawobrzeżnej Warszawy. Przewidziane są spotkania z planistami, wystawy fotograficzne, wernisaże, spotkania poetyckie i literackie. Tutaj także znajdzie się interaktywna makieta Pragi, ale tej współczesnej. W interesujący sposób wykorzystano piwnice, gdzie prezentowane będą multimedialne instalacje poruszające różne, charakterystyczne dla
życia i historii Pragi tematy, w tym np. dzieje przestępczego półświatka. Jedno z pomieszczeń piwnicznych przeznaczono dla wideoklipów nagranych na Pradze lub odnoszących się do niej.
W drugim budynku muzeum zilustrowana zostanie historia wszystkich wyznań religijnych obecnych na Pradze. Jest to najbardziej wartościowa historycznie część ze względu na zachowane, dawne modlitewnie żydowskie z odrestaurowanymi polichromiami. Sercem muzeum ma być dziedziniec ze sceną dla kapel i teatrów ulicznych. Wiele eksponatów podarowali warszawiacy. Wśród darczyńców jest moja 93-letnia mama, Janina, rodowita prażanka, która przekazała gazety i biuletyny z końcowego okresu II wojny światowej, w tym pierwszy numer „Życia Warszawy” z 14 października 1944 r. (Mój ojciec, Wiktor, był pierwszym redaktorem naczelnym pisma, a mama jedną z pierwszych dziennikarek). Opowiedziała też o swojej ówczesnej pracy reporterskiej, bo muzeum zbiera i dokumentuje również wspomnienia, które zwiedzający będą mogli sobie odtwarzać.
Otwarcie Muzeum Pragi zaplanowano na czwarty kwartał 2014 roku.
Mam nadzieję, że budowniczym i organizatorom nic nie stanie na przeszkodzie, by dotrzymać terminu.

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

czwartek, 19 grudnia 2013

MIESZKANIEC: Dwa powody do satysfakcji

Miło jest przekazywać na gwiazdkę dobre wieści. Senat przyjął ostatnio dwie ustawy ważne dla warszawiaków. Pierwsza, podjęta z inicjatywy Senatu, wprowadza przepisy dające Warszawie 600 milionów złotych (po 200 mln zł przez najbliższe 3 lata). Druga dotyczy ogrodów działkowych.
Obie sprawy mocno mi leżały na sercu, mam więc satysfakcję, że udało się je załatwić.
Bój o pieniądze dla Warszawy toczył się od dawna. Pojawiały się różne projekty, w tym obywatelski, a także mojego autorstwa, zmiany tzw. janosikowego, czyli podatku, który Warszawa płaci na rzecz
biedniejszych gmin. Niestety, Platforma Obywatelska jest w kwestii janosikowego podzielona, gdyż silny opór stawiają gminy korzystające z tej daniny. W rezultacie nie ma zgody na zmiany, a sytuacja finansowa Warszawy staje się coraz bardziej dramatyczna, oprócz janosikowego duszą ją bowiem odszkodowania z tytułu dekretu Bieruta. Wypłaty na ten cel przekroczyły już pół miliarda złotych, a oczekiwania uprawnionych nadal nie zostały zaspokojone. Odbija się to na cenach biletów komunikacji miejskiej, dotacjach dla organizacji pozarządowych, premiach dla nauczycieli. Skłoniło także wielu warszawiaków do podpisania się pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Widzieli, że jest coraz gorzej i drożej, a Ratusz nie tłumaczył dlaczego. W końcu Senat wystąpił z propozycją, by udzielić budżetowi Warszawy wsparcia z Funduszu Reprywatyzacji. Mam nadzieję, że z przyznanej kwoty Prawy Brzeg, a zwłaszcza Praga Północ otrzyma jakieś środki na remonty kamienic, w których nie da się już żyć...
O działki też od dawna toczył się bój. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2012 r., który zakwestionował wiele przepisów dotychczasowej ustawy dając czas na ich zmianę do końca stycznia 2014 r., w Sejmie pojawiło się kilka projektów ustaw. Partie deklarowały, że nie dadzą skrzywdzić działkowców (w końcu to kilka milionów głosów!), ale mało brakowało, by – jak w bajce I.Krasickiego – „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Czas uciekał, trwały wzajemne przepychanki, a ustawy wciąż nie było. Dobrze, że działkowcy opracowali własny projekt, który w końcu stał się podstawą przyjętej ustawy. (Senat wprowadził do niej drobne poprawki). Zgodnie z nowymi przepisami, Polski Związek Działkowców utracił monopol na zarządzanie działkami, co kwestionował TK. Ponadto, gminy zostały zobowiązane do tworzenia i utrzymywania odpowiedniej infrastruktury ogrodów, w tym doprowadzenia do nich dróg dojazdowych, energii elektrycznej i wody, uwzględnienia ich w organizacji komunikacji publicznej oraz rekultywacji i meliorowania gruntów. W razie likwidacji ogrodów działkowcom przysługuje odszkodowanie za majątek, nasadzenia (w szczególnych przypadkach także za przewidywane plony) oraz prawa do działki, gmina zaś będzie musiała odtworzyć zlikwidowane ogrody wraz z wszystkimi urządzeniami i budynkami w innym miejscu. Jeśli likwidacja następuje nie na cel publiczny, lecz z powodu niezgodności z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, (możliwe jest to tylko wtedy, gdy grunty były użytkowane nieodpłatnie) potrzebna jest dodatkowo zgoda działkowców.Zatem działkowcy mogą wreszcie czuć się bezpieczni. Dobrze, że wycofano się z pomysłu ich uwłaszczenia, obawiam się bowiem, że doprowadziłoby to w szybkim tempie do przejmowania ogrodów działkowych przez deweloperów. W nowej sytuacji prawnej mam nadzieję, że przypadki likwidacji ogrodów będą, przynajmniej w Warszawie, wyjątkiem. Wystarczy, by radni – tak jak swego czasu obiecywali – zadbali o to, by w planach zagospodarowania przestrzennego stolicy zaznaczyć, że na terenie obecnych działek przewiduje się „tereny zielone urządzone”.
Wesołych Świąt i lepszego Nowego Roku!

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

czwartek, 5 grudnia 2013

MIESZKANIEC: Złe domy, złe ulice i wyuczona bezradność


Z uwagą śledzę konsultacje w sprawie Programu Rewitalizacji Pragi Północ. Niedawno odbyły się warsztaty na ten temat, podczas których przedstawiono diagnozę społeczno-gospodarczą wyznaczonych do rewitalizacji części Starej i Nowej Pragi oraz Szmulowizny. Następnie poproszono przybyłych dość licznie przedstawicieli praskich organizacji społecznych i stowarzyszeń o sporządzenie listy konkretnych problemów z ewentualnymi propozycjami ich rozwiązania.
Diagnoza została zrobiona solidnie, na podstawie danych statystycznych z końca 2012 r. Pokazano w niej źródła wykluczenia społecznego - ubóstwo, niepełnosprawność, długotrwałe bezrobocie, wysoki poziom przestępczości i naruszeń prawa, alkoholizm - kumulujące się w poszczególnych rodzinach, budynkach, przy konkretnych ulicach, na konkretnych osiedlach, dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Wskazano na niedobory w dziedzinie oświaty wymieniając szkoły znacznie odstające poziomem od średniej praskiej, która jak wiadomo jest niższa niż średnia dla Warszawy, można więc sobie (albo nie można) wyobrazić, jaką wiedzę uczniowie z tych szkół wynoszą. W każdym razie na sprawdzianach wypadają katastrofalnie. Obrazu degradacji tych miejsc dopełniają pozbawione podstawowych wygód i instalacji, często zdewastowane budynki mieszkalne. I nie ma prawie nic, co by ten obraz choć trochę rozjaśniało – obiektów sportowych, świetlic, domów kultury itp.
Uczestnicy warsztatów dołożyli do urzędowego spojrzenia cały szereg własnych obserwacji. Pojawiły się adresy „złych” domów i nazwy „złych” ulic, przy których lepiej się nie urodzić i nie mieszkać. A obok tego przykłady inicjatyw, które były i są podejmowane, ale brakuje im kontynuacji. Np. powstaje plac zabaw, ale nikt o niego nie dba. To samo z terenami zielonymi.
Przysłuchując się dyskusji pomyślałem, że prezydent Michał Olszewski pewnie żałuje, że rozpętał cały ten program, zakres potrzeb na Pradze jest bowiem ogromny, a środki, jakimi dysponuje on na rewitalizację, raczej skromne. W dodatku Rada Warszawy nie kwapi się, by dać na obie Pragi i Targówek więcej niż na inne dzielnice. Obawiam się, że nie wszyscy rozumieją, iż zwłaszcza program rewitalizacji Pragi, jeśli ma być skuteczny, musi być wieloletni, długofalowy. Wymaga też innego sterowania środkami dla Warszawy, zmiany proporcji wydatków, inaczej wszystko rozejdzie się po kościach, bowiem drobne przedsięwzięcia, choć też ważne (typu zagospodarowanie podwórek) nie rozwiążą tutejszych problemów.
Pierwsza część tego programu powinna być skierowana do dzieci. One nie dlatego osiągają tu gorsze wyniki w edukacji, że są głupsze, ale ze względu na warunki domowe i brak tradycji edukacyjnych. Potrzebne są więc pieniądze na zajęcia pozalekcyjne, by podciągnąć je w nauce oraz zająć czymś pożytecznym, w tym sportem. Mam kontakt z organizacjami pozarządowymi, które na Pradze Północ działają na rzecz dzieci – są to m.in. Otwarte Drzwi, Mierz Wysoko, Serduszko dla Dzieci. To, co robią jest bezcenne. Skoro jednak na Pradze sytuacja dzieci jest gorsza niż w innych dzielnicach, należałoby ustalić kryteria, według których dostawałyby one odpowiednio więcej pieniędzy na nowe lokale, na etaty dla instruktorów itd. Wtedy byłyby jeszcze efektywniejsze. Niektóre problemy nie są aż tak trudne do rozwiązania. Przykład to sprzedaż alkoholu młodzieży. Zamiast narzekać wystarczy przecież sklepom, które to robią, odebrać koncesje.
Oprócz wlewania nowego życia w człowieka potrzebne jest wlanie nowego życia w budynki. To powinna być druga część długofalowego programu rewitalizacji Pragi. Warszawa będzie płacić mniejsze janosikowe, warto więc znaleźć sposób, by coś z tych nowych środków przeznaczono dla jej prawobrzeżnej części.

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

piątek, 22 listopada 2013

ECHO TARGÓWKA: Czy jeszcze długo pohandlujemy na Bazarze Różyckiego?


30 października ponad stuletnia historia Bazaru Różyckiego miała kolejną odsłonę. W ratuszu przy ul. Kłopotowskiego kupcy i włodarze dzielnicy Praga Północ spotkali się, aby rozmawiać o przyszłości targowiska. Szybko okazało się jednak, że do uzgodnienia wspólnych planów daleka droga, bowiem na przeszkodzie stoi skomplikowana historia tego miejsca.
Okazuje się, że prawa do terenu, na którym funkcjonuje bazar, roszczą sobie zarówno działające obecnie i przed laty organizacje kupców, jak i miasto. Od 2008 r. wiadomo również, że zwrotem części gruntu są zainteresowani spadkobiercy założyciela bazaru - Juliana Różyckiego. Każdy ma swoje racje, a przed sądami obu instancji toczą się sprawy, które mają rozstrzygnąć, kto na bazarze "rządzi".
Przyzwyczailiśmy się już, że gospodarzem terenu między Targową a Brzeską jest Stowarzyszenie Kupców Warszawskich Bazaru Różyckiego. Przyjęło też ono rolę kustosza historii i tradycji bazaru, mimo że od 2004 r. administruje terenem bezprawnie. Wtedy właśnie wygasła umowa między kupcami a miastem na dzierżawę bazaru. Powodem było zadłużenie sprzedawców wobec miejskich instytucji. Decyzję władz stolicy podtrzymał w 2008 r. sąd pierwszej instancji, a pod koniec 2012 r. wyrok uprawomocnił się. Od tej chwili miasto ma pełne prawo do odebrania stowarzyszeniu terenu i ustanowienia tam swoich zasad zarządzania. I tu pojawia się niemały kłopot - głównie dla urzędników. Kupcy wcale nie są skorzy do podpisania nowych umów z wydelegowanym do tego Zarządem Praskich Terenów Publicznych, bo wytykają mu brak odpowiedniego umocowania w księgach wieczystych! Jest tam bowiem wpisana, ku zaskoczeniu wszystkich stron, tajemnicza Spółdzielnia Kupców Bazaru Różyckiego. Uważni obserwatorzy wydarzeń na Pradze pamiętają ją z końca lat 90., kiedy - na podstawie umowy z gminą Centrum - miała ona dzierżawić teren bazaru przez 30 lat i poczynić inwestycje poprawiające urodę i funkcjonalność bazaru. Niestety, zamiast inwestycji doszło do zadłużenia względem miasta i w 2001 r. umowę rozwiązano. Mimo to w 2009 r.(!) Spółdzielnia pojawia się w księdze wieczystej bazaru i - jak sprawdziłem ostatnio - widnieje tam do dziś. Z tego tytułu rości sobie prawo do odszkodowań nie tylko od pojedynczych kupców, ich stowarzyszenia, ale również od samego miasta. Rodzinie Różyckich przysługuje prawie dwie trzecie działki, na której znajduje się targowisko.
Czy kupcy zdołają porozumieć się z miastem i obronić przed zakusami tajemniczej spółdzielni - nie wiem. Wiem za to, że ważną rolę w tej historii będą mieli do odegrania spadkobiercy założyciela bazaru - rodzina Różyckich. Przysługuje im bowiem prawie dwie trzecie działki, na której znajduje się targowisko. Czy będą chcieli kontynuować handlową tradycję tej części Pragi? Czy pamiętają, że bazar Różyckiego był kolebką drobnej wytwórczości i rzemiosła, z którego przed wojną słynęła ta część Warszawy? Czy będą chcieli się zaangażować w odtworzenie unikalnego charakteru otaczających targowisko ulic i kwartałów? Na razie na straży bazaru stoi stołeczny konserwator zabytków i mieszkańcy, którzy mając pod bokiem duże centrum handlowe, od lat wybierają na zakupy właśnie targ. Miejsce pełne wspomnień i czaru dawnej Pragi.
Pytań dużo, odpowiedzi mało. A może potrzebna jest odpowiedź nietypowa? Może miasto powinno po prostu wykupić ten teren od właścicieli, a jeśli się nie zgodzą, to zastosować art. 21 Konstytucji, który pozwala wywłaszczyć właścicieli, wypłacając im słuszne odszkodowanie. Warunkiem jest przeznaczenie wywłaszczonego terenu na cel publiczny. A czyż odtworzenie Bazaru Różyckiego nie jest takim celem?
Nie tylko prażanie, ale wszyscy warszawiacy oczekują, że ratusz podejmie szybkie działania. 

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.gazetaecho.pl

czwartek, 7 listopada 2013

MIESZKANIEC: Ten 1% jest dla nas!

     Co roku miliony rodaków przeznaczają 1% swojego podatku na działalność społeczną organizacji   pozarządowych. Lwią część tych kwot otrzymują fundacje i towarzystwa najbardziej znane, prezentowane przez telewizje i gazety. Ich działalność jest z pewnością bardzo pożyteczna, ale ma charakter ogólnokrajowy i rzadko związana jest z naszą dzielnicą, osiedlem czy podwórkiem. Tymczasem obok nas, często w najbliższym sąsiedztwie, działają wspaniali społecznicy, którzy starają się rozwiązywać NASZE problemy – rodzinne, bytowe, zdrowotne, edukacyjne czy kulturalne. Winniśmy im wielką wdzięczność i wsparcie, bo bezpośrednio lub pośrednio z ich pracy i zaangażowania korzystamy. Problem w tym, że często nie wiemy o ich istnieniu. Dlatego dwa lata temu podjąłem (wraz z panią poseł Alicją Dąbrowską) bardzo nietypową inicjatywę. Oboje zwróciliśmy się mianowicie do mieszkańców prawobrzeżnej Warszawy o przekazywanie 1% swojego podatku dla praskich organizacji pozarządowych, zajmujących się przede wszystkim dziećmi z ubogich rodzin, niepełnosprawnymi, chorymi czy tzw. „dziećmi ulicy”. Wymieniliśmy przy tym te organizacje, szczegółowo informując, czym się zajmują i jak wypełnić PIT. W 2013 roku zmniejszyliśmy liczbę rekomendowanych przez nas organizacji z 11. do 8. Wśród nich znalazły się między innymi: Warszawskie Hospicjum dla Dzieci, niezwykle zasłużone Stowarzyszenie „Otwarte Drzwi” pani Anny Machalicy- Pułtorak, czy Towarzystwo Przyjaciół Dzieci z Pragi Południowej.
Ten apel nie pozostał bez echa. W 2013 r. (czyli w deklaracjach PIT za 2012 r.) prawie 1900 mieszkańców zdecydowało się przekazać 1% swojego podatku na jedną z ośmiu wskazanych przez nas organizacji. Łącznie na ich konta wpłynęło 180 tys. zł, czyli o 20% więcej, niż w roku ubiegłym. To oczywiście cieszy i wszystkim darczyńcom, w imieniu obdarowanych – serdecznie z panią poseł Alicją Dąbrowską dziękujemy. Ilość problemów społecznych na Prawym Brzegu jest relatywnie największa. Praskie organizacje pozarządowe starają się nieść ludziom pomoc, borykają się jednak z ogromnymi trudnościami finansowymi, liczy się więc dla nich każda złotówka. Te 180 tys. to niemało, ale daleko nie wyczerpuje możliwości mieszkańców Prawego Brzegu. Będziemy więc nadal powiadamiać i apelować o zasilanie praskich organizacji – bo jest to działanie we własnym, dobrze rozumianym interesie mieszkańców. Przypominamy, że taka decyzja nic Państwa nie kosztuje – po prostu 1% naliczonego podatku trafia do wybranej przez Państwa organizacji pożytku publicznego, zamiast do budżetu państwa. Niedługo znajdą Państwo nasz kolejny apel o przekazanie 1% podatku w deklaracji PIT za 2013 roku nie gdzie indziej, tylko na rzecz wspaniałych, praskich społeczników. Naprawdę warto!

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.Mieszkaniec.pl

piątek, 25 października 2013

ECHO TARGÓWKA: Warto wyrazić uznanie

W 2020 roku Olimpiada odbędzie się w Tokio. Z tej okazji prasa przypomniała o innych
tokijskich igrzyskach, które odbyły się w 1964 r. Ech, łza się w oku kręci. Byliśmy wtedy prawdziwą potęgą w sporcie. W Tokio w klasyfikacji medalowej zajęliśmy siódme miejsce!!! A dziś? Pięć lat temu w Pekinie zajęliśmy 20-ste miejsce, a rok temu w Londynie – trzydzieste. Po każdym takim „sukcesie” wybucha u nas ożywiona dyskusja na temat przyczyn słabości polskiego sportu. Wybucha i szybko gaśnie. Dyskutanci nieodmiennie dochodzą do tego samego wniosku, a mianowicie, że nie będzie dobrych wyników bez masowego szkolenia młodzieży, a do tego trzeba pieniędzy, których nie ma. Oczywiście, to nieprawda, pieniądze są, tyle, że zawsze, na co innego, a nie na sport młodzieży. W efekcie każdy kolejny minister sportu dostaje co roku mizerny budżet i udaje, że zarządza polskim sportem. Dlatego wysoko trzeba cenić te imprezy sportowe dla dzieci i młodzieży, które nam jeszcze pozostały. Z pewnością należy do nich doroczna Warszawska Olimpiada Młodzieży (WOM), która odbywa się nieprzerwanie od 47 (!) lat. W tym roku rozpoczęła się biegami przełajowymi, zorganizowanymi w Wesołej na tamtejszym hipodromie. Startowały wszystkie, czyli osiemnaście, dzielnice Warszawy, przy czym każdą dzielnicę reprezentowała jedna szkoła, która w danej dzielnicy okazała się najlepsza. 9-go października, „w tak pięknych okolicznościach przyrody” – cytując Jana Himilsbacha z „Rejsu” - udałem się do Wesołej celem obejrzenia zawodów. I nie żałuję. Współzawodniczyły ze sobą dziesięcioosobowe sztafety dziewcząt i chłopców, ze szkół podstawowych i gimnazjów, każda zmiana musiała przebiec 800 lub 1000 (chłopcy z gimnazjów) metrów. Zaangażowanie tych dzieciaków było niebywałe. Po przebiegnięciu mety niemal każdy padał na trawę i przez chwilę przypominał sobie, jak się nazywa i co tu robi. Zawody były świetnie zorganizowane, a przecież „ogarnąć” trzeba było ponad 700 zawodników i zawodniczek! Ja dopingowałem oczywiście drużyny z Prawego Brzegu i nie zawiodłem się. Wśród chłopców z podstawówek trzecie miejsce zajął Targówek, a konkretnie szkoła nr 84 z Radzymińskiej. Dziewczęta z Targówka otarły się o podium, zajmując wysokie czwarte miejsce. W biegach gimnazjalistów pierwsze miejsce zajął Wawer, a drugie – Wesoła! Wśród gimnazjalistek tak dobrze nie poszło, ale jednak czwarte, piąte i szóste miejsca zajęły kolejno: Białołęka, Praga Płd. i Wawer.
A teraz trochę dziegciu. Wydawać by się mogło, że władze tych dzielnic powinny być zadowolone z wyników swojej młodzieży. Powinny, ale chyba nie są, bo coś mi się zdaje, że nic o tych sukcesach nie wiedzą. Przejrzałem strony internetowe wymienionych dzielnic – i nic. Żadnych informacji, zdjęć zawodników, nazwisk trenerów. A przecież WOM to nieformalne mistrzostwa Warszawy! Jeśli brakuje pieniędzy, to niech przynajmniej nie brakuje wyrażonej publicznie pochwały i uznania. To ogromna zachęta dla zawodników, ich kolegów i wychowawców do dalszego uprawiania sportu. Wiem coś o tym, bo chociem niemłody, to jeszcze skleroza mnie nie dopadła i pamiętam, jakim dopingiem były dla mnie pochwały, wygłaszane „przed frontem kompanii”. Dziś takich możliwości jest znacznie więcej i trzeba z nich korzystać. Dotyczy to zresztą nie tylko osiągnięć sportowych.
Dlatego proponuję burmistrzom naszych prawobrzeżnych dzielnic, aby pilnie zlecili zainstalowanie na dzielnicowych stronach internetowych zakładki „Nasze sukcesy”, w której odnotowywano by wszelkie osiągnięcia uczniów i mieszkańców dzielnicy w różnego rodzaju zawodach, konkursach
czy turniejach o wymiarze ponaddzielnicowym. W naszym społeczeństwie, w którym tak wielu ludziom się nie chce – są też tacy, którym się chce. Ale im też się odechce, jeśli nikogo to nie będzie obchodzić

Marek Borowski
Senator warszawsko - PRASKI
źródło: www.gazetaecho.pl